načítání...
nákupní košík
Košík

je prázdný
a
b

E-kniha: Kiedy kobieta nie mówi o aborcji - Irena Fuchsová

Kiedy kobieta nie mówi o aborcji
-11%
sleva

Elektronická kniha: Kiedy kobieta nie mówi o aborcji
Autor:

První kniha Ireny Fuchsové v polském jazyce, u které se nebudete nudit ani u jedné povídky. Je mi můj manžel nevěrný? Proč moje žena lže? Přijede dcera ... (celý popis)
Titul je skladem - ke stažení ihned
Jazyk: pl
Médium: e-kniha
Vaše cena s DPH:  99 Kč 88
+
-
2,9
bo za nákup

hodnoceni - 0%hodnoceni - 0%hodnoceni - 0%hodnoceni - 0%hodnoceni - 0%   celkové hodnocení
0 hodnocení + 0 recenzí

Specifikace
Nakladatelství: » Palmknihy
Dostupné formáty
ke stažení:
EPUB, MOBI, PDF
Upozornění: většina e-knih je zabezpečena proti tisku
Médium: e-book
Počet stran: 201
Rozměr: 21 cm
Úprava: tran : ilustrace
Vydání: Wydanie pierwsze
Spolupracovali: tłumaczenie: Natalia Surzycka
Jazyk: pl
ADOBE DRM: bez
ISBN: 978-80-874-3131-3
Ukázka: » zobrazit ukázku
Popis

První kniha Ireny Fuchsové v polském jazyce, u které se nebudete nudit ani u jedné povídky. Je mi můj manžel nevěrný? Proč moje žena lže? Přijede dcera z Ameriky? Do koho se zamiloval můj syn? Proč na mě řidiči blikají? Kam chodí v noci můj muž? Zrušené zásnuby? Láska ve vlaku? Děti z cizí planety? Mrazák, který uplaval při povodních? Rozvod kvůli mrkvi? Kniha KIEDY KOBIETA NIE MÓWI O ABORCJI se chce stát vaším kamarádem. A stane se jím, uvidíte…

Zařazeno v kategoriích
Recenze a komentáře k titulu
Zatím žádné recenze.


Ukázka / obsah
Přepis ukázky

Beskidy

Irena Fuchsová

Kiedy kobieta nie mówi o aborcji


Wydawnictwo Beskidy

Irena Fuchsová

Kiedy kobieta

nie mówi

o aborcji


Kiedy w domu

zabraknie żelu do kąpieli

Moim zdaniem nie ma na świecie kobiety, która nigdy nieokłamała swojego męża. Jeżeli jednak taka się znajdzie, to radzę

jej, żeby tego czasem spróbowała. Krzywdy przez to mężowi

nie wyrządzi, a i wyrzutów sumienia mieć nie będzie. Przekona

się bowiem, że to niewinne kłamstewko sprawi jej dziecięcą

radość.

Kiedy ostatnio zobaczyłam cudowne buty, tańsze opięćdziesiąt procent, nie zawahałam się ani na sekundę. Można w nich było chodzić właściwie przez cały rok, pasowały i do spódnicy, i do spodni. Poza tym były wygodne.

Już dawno niczego sobie nie kupiłam, a Karol w zeszłymtygodniu kupił sobie podróżną walizkę, i dlatego wzięłam pudełko z przekreśloną i ręcznie poprawioną ceną na 250 koron iostrożnie przed dwójką dopisałam takim samym charakterem pisma jedynkę.

— Kupiłaś sobie buty? Ładne — pochwalił je Karol i zerknął na pudełko. — Trochę drogie !

Podeszłam do niego kocim krokiem i pocałowałam go.

— Wcale nie były drogie, Karolku ! Twoja żonka potrafiprzecież robić dobre interesy. Początkowo kosztowały dwa tysiące pięćset. W życiu nie wydałabym na nie tyle pieniędzy, ale kiedy zauważyłam, że są przecenione o pięćdziesiąt procent, niemiałam żadnych wątpliwości.

Mój mężuś ze zrozumieniem kiwnął głową.

— Dobrze zrobiłaś. Widać, że są z dobrej skóry...

Powąchał je, ja też, nasze nosy się dotknęły, daliśmy sobiecałusa, potem jeszcze jednego, a potem mój ukochany wyciągnął portfel i dał mi pięćset koron.

— Skoro zaoszczędziłaś na wydatkach rodzinnych, to ci do nich dołożę !

Tak się to robi, moje miłe panie, które nigdy nie okłamałyście swoich mężów ! Czy tym niewinnym kłamstewkiem wyrządzi>5

ISBn: 978-80-87431-31-3

Tekst © Irena Fuchsová

Ilustracje © Jiří Vančura

© Wydawnictwo Beskidy 2015


Kiedy w domu

zabraknie żelu do kąpieli

Moim zdaniem nie ma na świecie kobiety, która nigdy nieokłamała swojego męża. Jeżeli jednak taka się znajdzie, to radzę

jej, żeby tego czasem spróbowała. Krzywdy przez to mężowi

nie wyrządzi, a i wyrzutów sumienia mieć nie będzie. Przekona

się bowiem, że to niewinne kłamstewko sprawi jej dziecięcą

radość.

Kiedy ostatnio zobaczyłam cudowne buty, tańsze opięćdziesiąt procent, nie zawahałam się ani na sekundę. Można w nich było chodzić właściwie przez cały rok, pasowały i do spódnicy, i do spodni. Poza tym były wygodne.

Już dawno niczego sobie nie kupiłam, a Karol w zeszłymtygodniu kupił sobie podróżną walizkę, i dlatego wzięłam pudełko z przekreśloną i ręcznie poprawioną ceną na 250 koron iostrożnie przed dwójką dopisałam takim samym charakterem pisma jedynkę.

— Kupiłaś sobie buty? Ładne — pochwalił je Karol i zerknął na pudełko. — Trochę drogie !

Podeszłam do niego kocim krokiem i pocałowałam go.

— Wcale nie były drogie, Karolku ! Twoja żonka potrafiprzecież robić dobre interesy. Początkowo kosztowały dwa tysiące pięćset. W życiu nie wydałabym na nie tyle pieniędzy, ale kiedy zauważyłam, że są przecenione o pięćdziesiąt procent, niemiałam żadnych wątpliwości.

Mój mężuś ze zrozumieniem kiwnął głową.

— Dobrze zrobiłaś. Widać, że są z dobrej skóry...

Powąchał je, ja też, nasze nosy się dotknęły, daliśmy sobiecałusa, potem jeszcze jednego, a potem mój ukochany wyciągnął portfel i dał mi pięćset koron.

— Skoro zaoszczędziłaś na wydatkach rodzinnych, to ci do nich dołożę !

Tak się to robi, moje miłe panie, które nigdy nie okłamałyście swoich mężów ! Czy tym niewinnym kłamstewkiem wyrządzi>5

ISBn: 978-80-87431-31-3

Tekst © Irena Fuchsová

Ilustracje © Jiří Vančura

© Wydawnictwo Beskidy 2015


7

łam komuś krzywdę? Oczywiście, że nie. Praktycznie miałam

nowe buty za darmo i jeszcze zostało mi dwieście pięćdziesiąt

koron.

Moje niewinne kłamstewka sprawiały mi przyjemność podczas całego naszego udanego małżeństwa, które trwało jużsiedem lat i będzie trwać dalej, ponieważ ciągle się kochamy inawet zaczęliśmy powoli rozglądać się za dziecięcymi wózkami.

Zbliżaliśmy się do trzydziestki, mieliśmy mieszkanie, zjechaliśmy kawał świata, oboje mieliśmy świetną pracę, a nasi rodzice

zamierzali, jeden po drugim, przechodzić na emeryturę. Zaś ich

pytania, kiedy już w końcu doczekają się wnucząt, żeby mogli

się nimi zajmować, padały coraz częściej.

Zdecydowaliśmy z Karolem, że latem pojedziemy na piękny

urlop, który on zorganizuje, a ja dam się zaskoczyć i tampopracujemy nad naszym dzieckiem...

Była środa wieczorem, leniwie przeciągałam się w fotelu przed

telewizorem. nazajutrz miałam zasłużony dzień wolny, na który

cieszyłam się jak dziecko, które idzie na wagary.

nie powiedziałam o tym Karolowi, zdziwiłby się i na pewno

zleciłby mi załatwianie różnych spraw w urzędach, czego sam

nie lubi robić. Masz to jak w banku, pomyślałam, ty też sobie

odpoczywasz na tych wyjazdach służbowych i nie wracasz od

razu do domu jeśli masz zapłacony hotel ! Karolekniejednokrotnie sam mi się do tego przyznał, a ja w zasadzie mu się niedziwiłam. Kiedy ważne spotkanie, które prowadził, zakończyło się

sukcesem dla jego firmy, i to o dzień wcześniej niż przypuszczał,

byłby głupi gdyby nie skorzystał z zapłaconej nocy w luksusowym hotelu i od razu wracał do domu. Szedł więc do hotelowej

siłowni, na basen, a na koniec na masaż.

Jutrzejszy dzień też wykorzystam dla siebie. Wprawdzie nie

spędzę go w takich luksusach jak on, ale jednak.

Pochodzę po sklepach, kupię sobie coś małego, pójdę dokosmetyczki wyregulować brwi, ugotuję coś dobrego, zrobię serowe

knedle, Karol dałby się dla nich zabić, kupię butelkę czerwonego wina, zapalę świece... To będzie miły wieczór. Muszę się

otóż przyznać, że tak naprawdę nie czekaliśmy aż do urlopu,

żeby popracować nad dzieckiem.

Zerknęłam na zegar. Za chwilę zaczyna się film. Karol poszedł wziąć kąpiel, na pewno nie zdąży na początek i będęmusiała mu go opowiedzieć

— Alina ! Cholera, gdzie jest żel do kąpieli? ! Masz tu pełno

różnych szamponów, ale żadnego żelu nie widzę !

Tak głośno wrzeszczał, że słyszałam go, pomimo iż właśnie

wlewał wodę do wanny. Żebyś czasem nie dostał świra z tego

rozglądania się, pomyślałam. Byłam dzisiaj w drogerii, alezapomniałam o żelu...

niechętnie wstałam i zajrzałam do łazienki.

— Zapomniałam o nim, Karolku. Kupię go jutro. Siedział już

w wannie, w ręce trzymał mój szampon. Skinęłam w jego stronę.

— Użyj szamponu.

Przewrócił oczami.

— Ty chyba nie mówisz poważnie? !

Wzruszyłam ramionami.

— nie zaszkodzi ci. Mama nieraz kąpała nas w szamponie

i nic się nie stało.

Wykrzywił usta w grymasie.

— Twoja mamusia ! Ona nawet naczynia myłaby w szamponie.

Wkurzyłam się. Co on bredzi?

— Co masz na myśli?

— To, co mówię ! Twoja mama jest bałaganiarą, tak jak ty !

— Co? !

Odkręciłam zatyczkę szamponu i wlałam mu do wannyprawię połowę butelki.

— Skoro moja mama bałaganiara mogła kąpać w szamponie

swoją córkę bałaganiarę, to w szamponie może się wykąpać

i mąż bałaganiary !

Z wściekłością wyjął korek z wanny i zaczął z niej wychodzić.

— Byłaś i jesteś bałaganiarą ! nie jesteś w stanie nawet kupić

głupiego żelu do kąpieli. Wszystkie sprawy domowe muszę sam

6


7

łam komuś krzywdę? Oczywiście, że nie. Praktycznie miałam

nowe buty za darmo i jeszcze zostało mi dwieście pięćdziesiąt

koron.

Moje niewinne kłamstewka sprawiały mi przyjemność podczas całego naszego udanego małżeństwa, które trwało jużsiedem lat i będzie trwać dalej, ponieważ ciągle się kochamy inawet zaczęliśmy powoli rozglądać się za dziecięcymi wózkami.

Zbliżaliśmy się do trzydziestki, mieliśmy mieszkanie, zjechaliśmy kawał świata, oboje mieliśmy świetną pracę, a nasi rodzice

zamierzali, jeden po drugim, przechodzić na emeryturę. Zaś ich

pytania, kiedy już w końcu doczekają się wnucząt, żeby mogli

się nimi zajmować, padały coraz częściej.

Zdecydowaliśmy z Karolem, że latem pojedziemy na piękny

urlop, który on zorganizuje, a ja dam się zaskoczyć i tampopracujemy nad naszym dzieckiem...

Była środa wieczorem, leniwie przeciągałam się w fotelu przed

telewizorem. nazajutrz miałam zasłużony dzień wolny, na który

cieszyłam się jak dziecko, które idzie na wagary.

nie powiedziałam o tym Karolowi, zdziwiłby się i na pewno

zleciłby mi załatwianie różnych spraw w urzędach, czego sam

nie lubi robić. Masz to jak w banku, pomyślałam, ty też sobie

odpoczywasz na tych wyjazdach służbowych i nie wracasz od

razu do domu jeśli masz zapłacony hotel ! Karolekniejednokrotnie sam mi się do tego przyznał, a ja w zasadzie mu się niedziwiłam. Kiedy ważne spotkanie, które prowadził, zakończyło się

sukcesem dla jego firmy, i to o dzień wcześniej niż przypuszczał,

byłby głupi gdyby nie skorzystał z zapłaconej nocy w luksusowym hotelu i od razu wracał do domu. Szedł więc do hotelowej

siłowni, na basen, a na koniec na masaż.

Jutrzejszy dzień też wykorzystam dla siebie. Wprawdzie nie

spędzę go w takich luksusach jak on, ale jednak.

Pochodzę po sklepach, kupię sobie coś małego, pójdę dokosmetyczki wyregulować brwi, ugotuję coś dobrego, zrobię serowe

knedle, Karol dałby się dla nich zabić, kupię butelkę czerwonego wina, zapalę świece... To będzie miły wieczór. Muszę się

otóż przyznać, że tak naprawdę nie czekaliśmy aż do urlopu,

żeby popracować nad dzieckiem.

Zerknęłam na zegar. Za chwilę zaczyna się film. Karol poszedł wziąć kąpiel, na pewno nie zdąży na początek i będęmusiała mu go opowiedzieć

— Alina ! Cholera, gdzie jest żel do kąpieli? ! Masz tu pełno

różnych szamponów, ale żadnego żelu nie widzę !

Tak głośno wrzeszczał, że słyszałam go, pomimo iż właśnie

wlewał wodę do wanny. Żebyś czasem nie dostał świra z tego

rozglądania się, pomyślałam. Byłam dzisiaj w drogerii, alezapomniałam o żelu...

niechętnie wstałam i zajrzałam do łazienki.

— Zapomniałam o nim, Karolku. Kupię go jutro. Siedział już

w wannie, w ręce trzymał mój szampon. Skinęłam w jego stronę.

— Użyj szamponu.

Przewrócił oczami.

— Ty chyba nie mówisz poważnie? !

Wzruszyłam ramionami.

— nie zaszkodzi ci. Mama nieraz kąpała nas w szamponie

i nic się nie stało.

Wykrzywił usta w grymasie.

— Twoja mamusia ! Ona nawet naczynia myłaby w szamponie.

Wkurzyłam się. Co on bredzi?

— Co masz na myśli?

— To, co mówię ! Twoja mama jest bałaganiarą, tak jak ty !

— Co? !

Odkręciłam zatyczkę szamponu i wlałam mu do wannyprawię połowę butelki.

— Skoro moja mama bałaganiara mogła kąpać w szamponie

swoją córkę bałaganiarę, to w szamponie może się wykąpać

i mąż bałaganiary !

Z wściekłością wyjął korek z wanny i zaczął z niej wychodzić.

— Byłaś i jesteś bałaganiarą ! nie jesteś w stanie nawet kupić

głupiego żelu do kąpieli. Wszystkie sprawy domowe muszę sam

6


załatwiać. Czy nawet głupi żel muszę kupować ja? ! Przecieżjesteś w drogerii prawie codziennie !

Trzasnęłam drzwiami i wróciłam przed telewizor. Film już się zaczął, ale nie mogłam się skupić. Jeszcze przed chwilącieszyłam się wolnym jutrzejszym dniem, który miał być przeznaczony tylko dla mnie. Jak mam się teraz z niego cieszyć, skoro tak mnie

wkurzył. I nie będzie żadnych knedli ! Wina też nie. Guzik !

Wstałam i pobiegłam z powrotem do łazienki.

— Moja mama przynajmniej kąpała nas w szamponie, a twoja kąpała was w pokrzywach !

Właśnie się wycierał i odwrócił się gwałtownie.

— Pokrzywy są zdrowe ! I przynajmniej byłem wykąpany, czego nie mogę osiągnąć we własnym domu, ponieważ szanowna pani wylała na mnie butelkę głupiego, śmierdzącego szamponu !

— Ten szampon kosztował dwie stówy !

— Widać masz kupę kasy, skoro stać cię na taki drogiszamon ! Ale głupiego żelu nie kupisz ! Człowiek chce się raz za czas

wykąpać...

Miał tego nie mówić.

— n o właśnie ! Gdybyś się kąpał codziennie, jak ja, to byś pachniał ! Wtedy na pewno nie zapomniałabym o żelu. Skoro jednak wiem, że tego nie robisz, to o nim zapomniałam. A tak między nami... czuje się na odległość, że nie robisz tego regularnie.

Łup ! Trzasnęłam drzwiami tak mocno, że aż zakołysał się obrazek, który wisiał obok na ścianie.

— Ja nie mam tyle czasu, żeby się codziennie wylegiwać w wannie jak ty ! Wystarczy, że wezmę prysznic !

Mój ukochany Karolek wrzeszczał w łazience, a ja trzasnęłam drugimi drzwiami, w kuchni.

Mam w nosie film, mam w nosie miły wieczór i ciebie też, cedziłam między zębami, wyciągnęłam z kanapy swoją pościel i rzuciłam ją na rozkładany fotel w kuchni. Będę spać tutaj.

— Śpię w kuchni ! — krzyknęłam w stronę łazienki. — nie mam

zamiaru spać w smrodzie !

98


załatwiać. Czy nawet głupi żel muszę kupować ja? ! Przecieżjesteś w drogerii prawie codziennie !

Trzasnęłam drzwiami i wróciłam przed telewizor. Film już się zaczął, ale nie mogłam się skupić. Jeszcze przed chwilącieszyłam się wolnym jutrzejszym dniem, który miał być przeznaczony tylko dla mnie. Jak mam się teraz z niego cieszyć, skoro tak mnie

wkurzył. I nie będzie żadnych knedli ! Wina też nie. Guzik !

Wstałam i pobiegłam z powrotem do łazienki.

— Moja mama przynajmniej kąpała nas w szamponie, a twoja kąpała was w pokrzywach !

Właśnie się wycierał i odwrócił się gwałtownie.

— Pokrzywy są zdrowe ! I przynajmniej byłem wykąpany, czego nie mogę osiągnąć we własnym domu, ponieważ szanowna pani wylała na mnie butelkę głupiego, śmierdzącego szamponu !

— Ten szampon kosztował dwie stówy !

— Widać masz kupę kasy, skoro stać cię na taki drogiszamon ! Ale głupiego żelu nie kupisz ! Człowiek chce się raz za czas

wykąpać...

Miał tego nie mówić.

— n o właśnie ! Gdybyś się kąpał codziennie, jak ja, to byś pachniał ! Wtedy na pewno nie zapomniałabym o żelu. Skoro jednak wiem, że tego nie robisz, to o nim zapomniałam. A tak między nami... czuje się na odległość, że nie robisz tego regularnie.

Łup ! Trzasnęłam drzwiami tak mocno, że aż zakołysał się obrazek, który wisiał obok na ścianie.

— Ja nie mam tyle czasu, żeby się codziennie wylegiwać w wannie jak ty ! Wystarczy, że wezmę prysznic !

Mój ukochany Karolek wrzeszczał w łazience, a ja trzasnęłam drugimi drzwiami, w kuchni.

Mam w nosie film, mam w nosie miły wieczór i ciebie też, cedziłam między zębami, wyciągnęłam z kanapy swoją pościel i rzuciłam ją na rozkładany fotel w kuchni. Będę spać tutaj.

— Śpię w kuchni ! — krzyknęłam w stronę łazienki. — nie mam

zamiaru spać w smrodzie !

98


— Co? ! Dwieście trzydzieści pięć koron? !

Uśmiechnęłam się.

— To nic wielkiego. Skoro ja mogę sobie kupować szampon

za dwieście, to...

Przerwał mi.

— nie o to chodzi, Alu ! Gdzie go kupiłaś?

— Tutaj, u nas. Za skrzyżowaniem.

— Tutaj? !

Ze zdziwieniem patrzył na cenę i kręcił głową.

— Byłem tam przed godziną i kupiłem taki sam żel z przeceny.

Pobiegł do łazienki i zaczął mi pokazywać taki sam żel, jaki

przyniosłam.

— Za trzydzieści pięć koron ! Ala, okradli cię ! Ubieram się

i idziemy tam. Okradli cię o dwieście koron. Masz pojęcie? nie

mogę tego tak zostawić. Zmienić cenę o dwie stówy w ciągu

godziny ! Byłem tam chwilę przed tobą !...

nie przestawał mówić, ubierał się i bez przerwy porównywał

z wściekłością oba żele.

— Chętnie zadzwoniłbym do telewizji ! To jest zwyczajnezłodziejstwo !

Milczałam. no, droga Alu, nosił wilk razy kilka, ponieśli

i wilka...

10 11

— Co ty gadasz? ! W smrodzie spałabyś, gdybym się wykąpał w tym twoim wstrętnym szamponie za dwie stówy ! Mnie nie

kupujesz żelu za dwie stówy ! nie, mnie nie ! Ale sobie tak !

Krzyczał coś jeszcze, ale do kuchni nie przyszedł. Rozścieliłam pościel, chwilę gapiłam się w sufit, a potem wstałam i zajrzałam do lodówki. Co my tu mamy? Zrobiłam sobie dwie kanapki, wzięłam gazetę, ułożyłam poduszki i powoli zaczęłam się uspokajać.

nazajutrz i tak spędziłam miły dzień. Wstąpiłam do ciucholandu, kupiłam sobie bluzkę i dżinsy, w drodze powrotnej wpadłam do drogerii po ten jego żel.

no proszę, jest przeceniony ! Za trzydzieści pięć koron !Włożyłam go do koszyka, przy kasie uśmiechnęłam się do znajomej sprzedawczyni.

— Odkleję cenę ! niech myśli, że był droższy !

Zaśmiała się.

— n abiję pani inną, chce pani? — i obie parsknęłyśmy śmiechem.

Szybko oderwałam cenę.

— Świetnie ! niech pani nabije... dwieście trzydzieści pięć !

Spojrzała na mnie ze zdziwieniem.

— Aż tyle? no dobrze. Ale jakby co, to o niczym nie wiem.

I w ten sposób niosłam do domu żel za dwieście trzydzieści pięć koron. no i co? Skoro ja sobie kupuję szampon za dwie stówki, to dlaczego nie mogłabym kupić swojemu ukochanemu Karolkowi jeszcze droższego żelu?

Kiedy przyszłam do domu, na stole w kuchni stały róże w wazonie.

— Są ode mnie.

Karol stanął za mną, objął mnie i pocałował w szyję.

— To za wczoraj.

Uśmiechnęłam się z zadowoleniem, a kiedy mnie puścił, podałam mu żel.

— A to jest dla ciebie, za to wczoraj !

Wziął żel i spojrzał na cenę.

— Co? ! Dwieście trzydzieści pięć koron? !

Uśmiechnęłam się.

— To nic wielkiego. Skoro ja mogę sobie kupować szampon

za dwieście, to...

Przerwał mi.

— nie o to chodzi, Alu ! Gdzie go kupiłaś?

— Tutaj, u nas. Za skrzyżowaniem.

— Tutaj? !

Ze zdziwieniem patrzył na cenę i kręcił głową.

— Byłem tam przed godziną i kupiłem taki sam żel z przeceny.

Pobiegł do łazienki i zaczął mi pokazywać taki sam żel, jaki

przyniosłam.

— Za trzydzieści pięć koron ! Ala, okradli cię ! Ubieram się

i idziemy tam. Okradli cię o dwieście koron. Masz pojęcie? nie

mogę tego tak zostawić. Zmienić cenę o dwie stówy w ciągu

godziny ! Byłem tam chwilę przed tobą !...

nie przestawał mówić, ubierał się i bez przerwy porównywał

z wściekłością oba żele.

— Chętnie zadzwoniłbym do telewizji ! To jest zwyczajnezłodziejstwo !

Milczałam. no, droga Alu, nosił wilk razy kilka, ponieśli

i wilka...

10 11

— Co ty gadasz? ! W smrodzie spałabyś, gdybym się wykąpał w tym twoim wstrętnym szamponie za dwie stówy ! Mnie nie

kupujesz żelu za dwie stówy ! nie, mnie nie ! Ale sobie tak !

Krzyczał coś jeszcze, ale do kuchni nie przyszedł. Rozścieliłam pościel, chwilę gapiłam się w sufit, a potem wstałam i zajrzałam do lodówki. Co my tu mamy? Zrobiłam sobie dwie kanapki, wzięłam gazetę, ułożyłam poduszki i powoli zaczęłam się uspokajać.

nazajutrz i tak spędziłam miły dzień. Wstąpiłam do ciucholandu, kupiłam sobie bluzkę i dżinsy, w drodze powrotnej wpadłam do drogerii po ten jego żel.

no proszę, jest przeceniony ! Za trzydzieści pięć koron !Włożyłam go do koszyka, przy kasie uśmiechnęłam się do znajomej sprzedawczyni.

— Odkleję cenę ! niech myśli, że był droższy !

Zaśmiała się.

— n abiję pani inną, chce pani? — i obie parsknęłyśmy śmiechem.

Szybko oderwałam cenę.

— Świetnie ! niech pani nabije... dwieście trzydzieści pięć !

Spojrzała na mnie ze zdziwieniem.

— Aż tyle? no dobrze. Ale jakby co, to o niczym nie wiem.

I w ten sposób niosłam do domu żel za dwieście trzydzieści pięć koron. no i co? Skoro ja sobie kupuję szampon za dwie stówki, to dlaczego nie mogłabym kupić swojemu ukochanemu Karolkowi jeszcze droższego żelu?

Kiedy przyszłam do domu, na stole w kuchni stały róże w wazonie.

— Są ode mnie.

Karol stanął za mną, objął mnie i pocałował w szyję.

— To za wczoraj.

Uśmiechnęłam się z zadowoleniem, a kiedy mnie puścił, podałam mu żel.

— A to jest dla ciebie, za to wczoraj !

Wziął żel i spojrzał na cenę. Dokąd fruniesz, ptaszku?

— n o i?

Patrzyłam na moją koleżankę ze zniecierpliwieniem i nawet

byłam ciekawa jej odpowiedzi, ale prawdę mówiąc, jej zdanie

było dla mnie bez znaczenia. Właśnie jej oświadczyłam, że zaraz

po maturze pobieramy się z Ryśkiem. Jestem zakochana ! Ale

najcudowniejsze jest to, że Rysiek, najprzystojniejszy chłopak

ze szkoły, jest zakochany we mnie.

Ponagliłam ją, ale Janka ciągle milczała. I nagle mnie olśniło.

— Jesteś zazdrosna? ! Jesteś wściekła, że z wszystkich dziewczyn wybrał właśnie mnie !

Z uśmiechem postukała się w czoło.

— Byłam tego pewna, Edyta. Wiedziałam, że pomyślisz, żejestem zazdrosna ! Chcesz wiedzieć naprawdę, co myślę? Chcesz?

nigdy nie wyszłabym za takiego przystojniaka. nigdy ! Całe życie

musiałabym się bać, że albo jakaś mi go odbierze, albo że mniebędzie zdradzać, ponieważ takiemu przystojniakowi, droga Edytko,

takiemu facetowi kobiety nie dadzą spokoju.

Milczałam. Miałam osiemnaście lat i byłam zakochana. Po

raz pierwszy i na zawsze. Ani przez moment nie przyszło mi na

myśl, że podobam się Ryśkowi, chłopakowi, w którym kochały

się wszystkie dziewczyny z liceum. nigdy też nie pomyślałam, że

wybierze właśnie mnie.

Czy byłam kimś wyjątkowym? nie. Byłam szczupła, włosy jak

u wiewiórki, nie dało się ich uczesać, wiły się dookoła głowy,

piegi na nosie, oczy ogromne, jak u sowy... Taka właśnie byłam.

Po prostu inna od wszystkich.

Okropna !

Rudek mógł mieć każdą, na którą spojrzał. Kiedy dziewczyny

z klasy powiedziały mi, że wpadłam mu w oko, byłam pewna, że

sobie żartują, kiedy jednak i ja to zauważyłam, zaczęłam gounikać. nie wiedziałam, jak się zachować. Za każdym razem, kiedy

tylko go widziałam, moje policzki zaczynały płonąć, a nietrudno

sobie wyobrazić rudą dziewczynę, kiedy zaczyna się czerwienić.

Ale on nie dawał mi spokoju, ciągle koło mnie krążył, zataczał

coraz węższe kręgi. Kiedy pewnego razu nasze drogi sięskrzyżowały, przestałam oddychać. Patrzył na mnie w taki sposób...

nawet nie potrafię tego opisać. Jakby się bał, co powiem.

— Edyta, ja już tego dłużej nie wytrzymam. nie śpię. nie jem.

Dzisiaj w nocy stałem pod twoim domem i bez przerwywpatrywałem się w twoje okna. Piąte okno od rynny. Trzecie od dachu.

Drugie z dołu. Siódme od końca. Zgasiłaś światło dokładnie

o północy. Czekałem jeszcze pół godziny, a potem wróciłem do

domu. I tak nie mogłem zasnąć. Ja...

Wyciągnął rękę w moją stronę i dotknął moich włosów.

Cofnęłam się.

— nie bój się ! Ja nic nie chcę. To mi wystarczy.

A potem dodał: — Ja muszę to wiedzieć. Muszę ! Proszę,

powiedz, chcesz ze mnę chodzić?

Milczałam. Serce waliło mi jak zwariowane. Byłam pewna, że

słyszy jego bicie, a skoro komuś tak mocno łomocze serce, to

przecież jasne, że odpowiedź brzmi TAK ! Ale on chyba nic nie

słyszał, nie spuszczał ze mnie wzroku, bojąc się tego, co może

usłyszeć.

Skinęłam głową, było widać, że kamień spadł mu z serca icudownie się uśmiechnął, znowu dotknął moich włosów, a potem

wziął mnie za rękę i pocałował. Był to taki delikatny pocałunek,

niewinny. Cudowny.

— Edyta, jesteś na mnie wściekła?

Teraz dla odmiany Janka nie mogła doczekać się mojej odowiedzi.

— Mogłam ci tego nie mówić. Ale gadałyśmy o tym zdziewczynami i stwierdziłyśmy, że będziesz z nim miała piekło. Chyba

mogę ci to powiedzieć, co? nie tylko ja tak myślę.

Przez miesiąc chodziliśmy trzymając się za ręce. I ciągle się

całowaliśmy jak dzieci. Potem zaczęliśmy szukać miejsc, gdzie

moglibyśmy być sami. A kiedy je znajdowaliśmy, siedzieliśmy

obok siebie, ściskaliśmy się, rozmawiali i całowali się. Już nie

jak dzieci, ale Rudek nigdy nie przekroczył ustalonych przeze 12 13 Dokąd fruniesz, ptaszku?

— n o i?

Patrzyłam na moją koleżankę ze zniecierpliwieniem i nawet

byłam ciekawa jej odpowiedzi, ale prawdę mówiąc, jej zdanie

było dla mnie bez znaczenia. Właśnie jej oświadczyłam, że zaraz

po maturze pobieramy się z Ryśkiem. Jestem zakochana ! Ale

najcudowniejsze jest to, że Rysiek, najprzystojniejszy chłopak

ze szkoły, jest zakochany we mnie.

Ponagliłam ją, ale Janka ciągle milczała. I nagle mnie olśniło.

— Jesteś zazdrosna? ! Jesteś wściekła, że z wszystkich dziewczyn wybrał właśnie mnie !

Z uśmiechem postukała się w czoło.

— Byłam tego pewna, Edyta. Wiedziałam, że pomyślisz, żejestem zazdrosna ! Chcesz wiedzieć naprawdę, co myślę? Chcesz?

nigdy nie wyszłabym za takiego przystojniaka. nigdy ! Całe życie

musiałabym się bać, że albo jakaś mi go odbierze, albo że mniebędzie zdradzać, ponieważ takiemu przystojniakowi, droga Edytko,

takiemu facetowi kobiety nie dadzą spokoju.

Milczałam. Miałam osiemnaście lat i byłam zakochana. Po

raz pierwszy i na zawsze. Ani przez moment nie przyszło mi na

myśl, że podobam się Ryśkowi, chłopakowi, w którym kochały

się wszystkie dziewczyny z liceum. nigdy też nie pomyślałam, że

wybierze właśnie mnie.

Czy byłam kimś wyjątkowym? nie. Byłam szczupła, włosy jak

u wiewiórki, nie dało się ich uczesać, wiły się dookoła głowy,

piegi na nosie, oczy ogromne, jak u sowy... Taka właśnie byłam.

Po prostu inna od wszystkich.

Okropna !

Rudek mógł mieć każdą, na którą spojrzał. Kiedy dziewczyny

z klasy powiedziały mi, że wpadłam mu w oko, byłam pewna, że

sobie żartują, kiedy jednak i ja to zauważyłam, zaczęłam gounikać. nie wiedziałam, jak się zachować. Za każdym razem, kiedy

tylko go widziałam, moje policzki zaczynały płonąć, a nietrudno

sobie wyobrazić rudą dziewczynę, kiedy zaczyna się czerwienić.

Ale on nie dawał mi spokoju, ciągle koło mnie krążył, zataczał

coraz węższe kręgi. Kiedy pewnego razu nasze drogi sięskrzyżowały, przestałam oddychać. Patrzył na mnie w taki sposób...

nawet nie potrafię tego opisać. Jakby się bał, co powiem.

— Edyta, ja już tego dłużej nie wytrzymam. nie śpię. nie jem.

Dzisiaj w nocy stałem pod twoim domem i bez przerwywpatrywałem się w twoje okna. Piąte okno od rynny. Trzecie od dachu.

Drugie z dołu. Siódme od końca. Zgasiłaś światło dokładnie

o północy. Czekałem jeszcze pół godziny, a potem wróciłem do

domu. I tak nie mogłem zasnąć. Ja...

Wyciągnął rękę w moją stronę i dotknął moich włosów.

Cofnęłam się.

— nie bój się ! Ja nic nie chcę. To mi wystarczy.

A potem dodał: — Ja muszę to wiedzieć. Muszę ! Proszę,

powiedz, chcesz ze mnę chodzić?

Milczałam. Serce waliło mi jak zwariowane. Byłam pewna, że

słyszy jego bicie, a skoro komuś tak mocno łomocze serce, to

przecież jasne, że odpowiedź brzmi TAK ! Ale on chyba nic nie

słyszał, nie spuszczał ze mnie wzroku, bojąc się tego, co może

usłyszeć.

Skinęłam głową, było widać, że kamień spadł mu z serca icudownie się uśmiechnął, znowu dotknął moich włosów, a potem

wziął mnie za rękę i pocałował. Był to taki delikatny pocałunek,

niewinny. Cudowny.

— Edyta, jesteś na mnie wściekła?

Teraz dla odmiany Janka nie mogła doczekać się mojej odowiedzi.

— Mogłam ci tego nie mówić. Ale gadałyśmy o tym zdziewczynami i stwierdziłyśmy, że będziesz z nim miała piekło. Chyba

mogę ci to powiedzieć, co? nie tylko ja tak myślę.

Przez miesiąc chodziliśmy trzymając się za ręce. I ciągle się

całowaliśmy jak dzieci. Potem zaczęliśmy szukać miejsc, gdzie

moglibyśmy być sami. A kiedy je znajdowaliśmy, siedzieliśmy

obok siebie, ściskaliśmy się, rozmawiali i całowali się. Już nie

jak dzieci, ale Rudek nigdy nie przekroczył ustalonych przeze 12 13 mnie granic. Wiedział, że się boję. Był dla mnie zawsze bardzo dobry, później czasami nawet chciałam, żeby już nie był taki dobry...

Zdaliśmy maturę, dostaliśmy się na studia i końcem czerwca

mieliśmy ślub, na który przyszła cała szkoła. Podczas wakacji

urządziliśmy się u mojej babci, która nas u siebie zameldowała,

a sama przeprowadziła się na wieś, w październikurozpoczęliśmy studia.

Myślicie, że opowiadam wam historię zeszłorocznych maturzystów? Mylicie się ! Chcecie wiedzieć, kiedy ta historia miała

miejsce? W minionym stuleciu! W roku 1960!

W tym roku obchodzimy czterdziestą ósmą rocznicę naszego

ślubu, niewiarygodne ! Mamy córkę i syna, oboje mają już swoje

rodziny, mamy czworo wnucząt, jesteśmy na emeryturze.Jesteśmy ze sobą szczęśliwi, żyje nam się dobrze razem. Zawsze tak

było. Tak ! Rysiek ciągle mnie kocha, a ja jego.

nasza miłość ma jednak jedną skazę. Jedną jedyną. Całeżycie jestem zazdrosna. Moja najlepsza koleżanka Janka, która

w roku 1960 była moim świadkiem, miała rację.

Całe życie żyję w strachu, że któraś mi go odbierze, że dowiem się, że mnie zdradził. Wiedziałam, że takiemu facetowi jak

mój Rysiek kobiety nie dadzą spokoju ! Był przystojny,szarmancki, wesoły, inteligentny. Kobiety go ubóstwiały, a on ubóstwiał

je. Zawsze twierdził, że kobietom można zaufać, są pracowite,

wiedzą czego chcą, a jeśli na dodatek są jeszcze mądre i piękne,

to taka współpraca jest bez zarzutu.

— Ależ kochanie, to twoja wina ! Skoro w domu mam taką

piękność, to nie możesz ode mnie wymagać, bym w pracy patrzył na jakieś straszydło. Poza tym piękna i mądra kobieta to

najdoskonalsze połączenie, jakie mógłbym sobie wyobrazić.

W przeciwnym razie, kochanie, nie ożeniłbym się z tobą.

Właśnie taką dawał mi odpowiedź, kiedy go pytałam, dlaczego

otacza się w pracy pięknymi kobietami. Zresztą nie tylko ja to

zauważyłam, mówili o tym nasi znajomi, przyjaciele, rodzina.

Rysiek tylko się z tego śmiał, a ja milczałam i cierpiałam.

nie mogłam przecież robić mu scen zazdrości. Wiedziałam,

że mogłabym go tym obrazić. nie miałam mu bowiem nic dozarzucenia ! nie dawał mi żadnych powodów, chociaż nierazzastawiałam na niego pułapki. nie wpadł w żadną z nich. nigdy. Do

moich uszu nigdy nie dotarła choćby najmniejsza plotka o jego

zdradzie. nigdy !

Pewnie chcecie wiedzieć, dlaczego w takim razie byłam aż

tak zazdrosna? naprawdę tego nie rozumiecie? Cierpiałam zpowodu tej nieznośniej niepewności. Może robi to tak dyskretnie,

że nikt nigdy na to nie wpadł? Może wybiera sobie takie kobiety,

które milczą jak kamień i nigdy nikomu nie zdradzą, że łączyło

je coś z tym przystojnym Ryśkiem? Czy naprawdę jest nazebraniu? W podróży służbowej? Siedzi teraz w samochodzie i jedzie

na drugi koniec kraju? Co robi sam w domu, kiedy spędzam

z dziećmi wakacje na wsi, a on, zadowolony i szczęśliwy,przyjeżdża do nas tylko w weekendy?

Czy uwierzycie mi, że momentami marzyłam, by w końcu

coś wyszło na jaw, bo wtedy mogłabym mu wykrzyczeć prosto

w oczy całą swoją niepewność, strach i ból?

— Zdradzasz mnie ! W końcu to wiem ! nareszcie wszystko się

wydało. nareszcie !

Kiedy oboje przeszliśmy na emeryturę, trochę się uspokoiłam.

Pomagaliśmy dzieciom w opiece nad wnukami, jeździliśmy po

świecie, wyremontowaliśmy domek na wsi i w momencie, kiedy

już poczułam w sercu spokój, wszystko zaczęło się od początku.

— Potrzebują mnie, Edyto. Mówią, że to tylko na pół roku.

Irenka poszła na macierzyński, ale chce szybko wrócić. Będę tam

chodził dwa, trzy razy w tygodniu...

Zadzwonili do niego z firmy, gdzie pracował jako dyrektorekonomiczny przed odejściem na emeryturę. Irenka go zastąpiła.

Przyuczał ją do tej funkcji dwa miesiące, a w związku z tym, że

jak zawsze wybrał sobie świetną pracownicę, kontynuowała jego

pracę bez zarzutu.

— Wszystko tam chodzi jak w zegarku, Edyto ! Popołudniami

będziesz mnie miała w domu. Pół roku jakoś wytrzymamy, 14 15 mnie granic. Wiedział, że się boję. Był dla mnie zawsze bardzo dobry, później czasami nawet chciałam, żeby już nie był taki dobry...

Zdaliśmy maturę, dostaliśmy się na studia i końcem czerwca

mieliśmy ślub, na który przyszła cała szkoła. Podczas wakacji

urządziliśmy się u mojej babci, która nas u siebie zameldowała,

a sama przeprowadziła się na wieś, w październikurozpoczęliśmy studia.

Myślicie, że opowiadam wam historię zeszłorocznych maturzystów? Mylicie się ! Chcecie wiedzieć, kiedy ta historia miała

miejsce? W minionym stuleciu! W roku 1960!

W tym roku obchodzimy czterdziestą ósmą rocznicę naszego

ślubu, niewiarygodne ! Mamy córkę i syna, oboje mają już swoje

rodziny, mamy czworo wnucząt, jesteśmy na emeryturze.Jesteśmy ze sobą szczęśliwi, żyje nam się dobrze razem. Zawsze tak

było. Tak ! Rysiek ciągle mnie kocha, a ja jego.

nasza miłość ma jednak jedną skazę. Jedną jedyną. Całeżycie jestem zazdrosna. Moja najlepsza koleżanka Janka, która

w roku 1960 była moim świadkiem, miała rację.

Całe życie żyję w strachu, że któraś mi go odbierze, że dowiem się, że mnie zdradził. Wiedziałam, że takiemu facetowi jak

mój Rysiek kobiety nie dadzą spokoju ! Był przystojny,szarmancki, wesoły, inteligentny. Kobiety go ubóstwiały, a on ubóstwiał

je. Zawsze twierdził, że kobietom można zaufać, są pracowite,

wiedzą czego chcą, a jeśli na dodatek są jeszcze mądre i piękne,

to taka współpraca jest bez zarzutu.

— Ależ kochanie, to twoja wina ! Skoro w domu mam taką

piękność, to nie możesz ode mnie wymagać, bym w pracy patrzył na jakieś straszydło. Poza tym piękna i mądra kobieta to

najdoskonalsze połączenie, jakie mógłbym sobie wyobrazić.

W przeciwnym razie, kochanie, nie ożeniłbym się z tobą.

Właśnie taką dawał mi odpowiedź, kiedy go pytałam, dlaczego

otacza się w pracy pięknymi kobietami. Zresztą nie tylko ja to

zauważyłam, mówili o tym nasi znajomi, przyjaciele, rodzina.

Rysiek tylko się z tego śmiał, a ja milczałam i cierpiałam.

nie mogłam przecież robić mu scen zazdrości. Wiedziałam,

że mogłabym go tym obrazić. nie miałam mu bowiem nic dozarzucenia ! nie dawał mi żadnych powodów, chociaż nierazzastawiałam na niego pułapki. nie wpadł w żadną z nich. nigdy. Do

moich uszu nigdy nie dotarła choćby najmniejsza plotka o jego

zdradzie. nigdy !

Pewnie chcecie wiedzieć, dlaczego w takim razie byłam aż

tak zazdrosna? naprawdę tego nie rozumiecie? Cierpiałam zpowodu tej nieznośniej niepewności. Może robi to tak dyskretnie,

że nikt nigdy na to nie wpadł? Może wybiera sobie takie kobiety,

które milczą jak kamień i nigdy nikomu nie zdradzą, że łączyło

je coś z tym przystojnym Ryśkiem? Czy naprawdę jest nazebraniu? W podróży służbowej? Siedzi teraz w samochodzie i jedzie

na drugi koniec kraju? Co robi sam w domu, kiedy spędzam

z dziećmi wakacje na wsi, a on, zadowolony i szczęśliwy,przyjeżdża do nas tylko w weekendy?

Czy uwierzycie mi, że momentami marzyłam, by w końcu

coś wyszło na jaw, bo wtedy mogłabym mu wykrzyczeć prosto

w oczy całą swoją niepewność, strach i ból?

— Zdradzasz mnie ! W końcu to wiem ! nareszcie wszystko się

wydało. nareszcie !

Kiedy oboje przeszliśmy na emeryturę, trochę się uspokoiłam.

Pomagaliśmy dzieciom w opiece nad wnukami, jeździliśmy po

świecie, wyremontowaliśmy domek na wsi i w momencie, kiedy

już poczułam w sercu spokój, wszystko zaczęło się od początku.

— Potrzebują mnie, Edyto. Mówią, że to tylko na pół roku.

Irenka poszła na macierzyński, ale chce szybko wrócić. Będę tam

chodził dwa, trzy razy w tygodniu...

Zadzwonili do niego z firmy, gdzie pracował jako dyrektorekonomiczny przed odejściem na emeryturę. Irenka go zastąpiła.

Przyuczał ją do tej funkcji dwa miesiące, a w związku z tym, że

jak zawsze wybrał sobie świetną pracownicę, kontynuowała jego

pracę bez zarzutu.

— Wszystko tam chodzi jak w zegarku, Edyto ! Popołudniami

będziesz mnie miała w domu. Pół roku jakoś wytrzymamy, 14 15 a potem pojedziemy w podróż dookoła świata. Popłyniemy statkiem, co ty na to? Popłyniemy w podróż poślubną ! niebędziemy czekać aż do pięćdziesiątej rocznicy ślubu. Popłyniemy w podróż poślubną w przyszłym roku.

Tak więc zaczął chodzić do pracy, a ja znowu byłamzazdrosna. Było jeszcze gorzej niż poprzednio. To było coś okropnego! Mimo iż miałam wiele zainteresowań, sporo znajomych i nie siedziałam w domu sama, byłam w gorszej sytuacji niż Rysiek. On był stale przystojnym mężczyzną, a ja starzejącą się kobietą.

Pewnego razu odwiedziłam go w pracy. Był na obiedzie,usiadłam w poczekalni, nie uprzedziłam nawet sekretarki, że na niego czekam. Po dłuższej chwili pojawił się w drzwiach, nie był sam. Szedł z piękną, szczupłą blondynką. Rysiek mnie nie zauważył, nie zawołałam go. Minęli mnie, zatrzymując się przy schodach kilka metrów dalej.

— Alinko, chciałem pani coś powiedzieć... Już od dłuższego czasu chcę o tym pani powiedzieć.

Zamarłam. Boże! Czy w wieku sześćdziesięciu pięciu lat będę świadkiem flirtu mojego męża? Chciałam wstać i wyjść, ale nogi odmówiły mi posłuszeństwa.

Obrzydliwie piękna Alinka pytająco na niego spojrzała, kokieteryjnie zamrugała rzęsami, a mój równie obrzydliwie przystojny mąż zmieszał się.

— nie wiem, jak pani o tym powiedzieć, Alinko... Zauważyłem to już pierwszego dnia, kiedy tu wróciłem...

Prawie przestałam oddychać. A jeżeli zaprosi ją na randkę? na moich oczach? Siedzę przecież dwa metry od nich ! Corobić? Jak będę z tym żyć? Co zrobię, kiedy Rysiek wrócipopołudniu do domu?

Alinka ciągle się uśmiechała, gdy mój mąż nareszcie przemówił.

— Toaleta przecieka. Męska. na pierwszym piętrze. A pani, Alinko, zajmuje się administracją budynku. To są wielkie straty, Alinko. Wiem, o czym mówię. U nas w domku na wsi...

16 17


a potem pojedziemy w podróż dookoła świata. Popłyniemy

statkiem, co ty na to? Popłyniemy w podróż poślubną ! niebędziemy czekać aż do pięćdziesiątej rocznicy ślubu. Popłyniemy

w podróż poślubną w przyszłym roku.

Tak więc zaczął chodzić do pracy, a ja znowu byłamzazdrosna. Było jeszcze gorzej niż poprzednio. To było coś okropnego! Mimo iż miałam wiele zainteresowań, sporo znajomych i nie siedziałam w domu sama, byłam w gorszej sytuacji niż Rysiek. On był stale przystojnym mężczyzną, a ja starzejącą się kobietą.

Pewnego razu odwiedziłam go w pracy. Był na obiedzie,usiadłam w poczekalni, nie uprzedziłam nawet sekretarki, że na niego czekam. Po dłuższej chwili pojawił się w drzwiach, nie był sam. Szedł z piękną, szczupłą blondynką. Rysiek mnie nie zauważył, nie zawołałam go. Minęli mnie, zatrzymując się przy schodach kilka metrów dalej.

— Alinko, chciałem pani coś powiedzieć... Już od dłuższego czasu chcę o tym pani powiedzieć.

Zamarłam. Boże! Czy w wieku sześćdziesięciu pięciu lat będę świadkiem flirtu mojego męża? Chciałam wstać i wyjść, ale nogi odmówiły mi posłuszeństwa.

Obrzydliwie piękna Alinka pytająco na niego spojrzała, kokieteryjnie zamrugała rzęsami, a mój równie obrzydliwie przystojny mąż zmieszał się.

— nie wiem, jak pani o tym powiedzieć, Alinko... Zauważyłem to już pierwszego dnia, kiedy tu wróciłem...

Prawie przestałam oddychać. A jeżeli zaprosi ją na randkę? na moich oczach? Siedzę przecież dwa metry od nich ! Corobić? Jak będę z tym żyć? Co zrobię, kiedy Rysiek wrócipopołudniu do domu?

Alinka ciągle się uśmiechała, gdy mój mąż nareszcie przemówił.

— Toaleta przecieka. Męska. na pierwszym piętrze. A pani, Alinko, zajmuje się administracją budynku. To są wielkie straty, Alinko. Wiem, o czym mówię. U nas w domku na wsi...

16 17


Powoli ruszyli w stronę schodów, a ja radośnie wybiegłam

z budynku, jakbym miała kilkadziesiąt lat mniej. nareszcie

uwolniłam się od zazdrości, jakby wyparowała !

W tym czasie tych dwoje weszło do jego gabinetu i natychmiast po zamknięciu drzwi namiętnie się objęło.

— Rysiu, jesteś genialny — wyszeptała pomiędzy pocałunkami

piękna Alina. Rysiu skromnie skinął głową.

— Jestem spostrzegawczy, kochanie, tylko spostrzegawczy.

Droga do raju

Rodzinny interes prowadzony przez całą rodzinę zazwyczaj

działa bez zarzutu. nie inaczej to wyglądało w biurze podróży

DROGA DO RAJU, gdzie pracował jego założyciel, Ryszard

Dalimil z małżonką oraz ich syn Michał z małżonką i córką

Dianą.

Autokar z ogromnym kolorowym napisem BIURO PODRÓŻY DROGA DO RAJU ZAPRASZA DO RAJU zaczął hamować przed zbliżającą się stacją benzynową, skręcił w prawo i zjechał na bok, gdzie stała pulchna, niezadowolona, okołoczterdziestoletnia blondynka z dwoma walizkami. Drzwi autobusu się otwarły i jako pierwsza wyskoczyła młoda przewodniczka, szybko kierując się w stronę blondynki.

— Pani Sikorowa?

Kiedy naburmuszona dama przytaknęła, przewodniczkaprzywitała się z nią.

— Bardzo panią przepraszam za opóźnienie ! nazywam się Diana Dalimil, jestem przewodniczką. Zadzwoniłabym do pani, ale niestety nie dała nam pani swojego numeru telefonu !

— A z jakiej to racji miałabym wam dawać numer swojego

telefonu? nie mam w zwyczaju rozdawać swoich numerów Bóg

wie jakim biurom podróży. Które w dodatku są jeszcze niesolidne ! To szczyt bezczelności, kazać mi tutaj godzinę czekać !

W życiu już z wami nie pojadę !

Diana stała zakłopotana.

— Ależ proszę pani, czy nikt ze stacji nie przekazał pani informacji, że spóźnimy się o dwadzieścia minut? Dzwoniłam do nich i obiecali, że...

— Przyszedł do mnie jakiś natręt i zaczął coś bredzić, ale nawet na niego nie spojrzałam ! Widzi samotną kobietę i myśli sobie, że stoję tu po to, żeby sobie złowić jakiegoś gacha !Powiedziałam mu, żeby spadał i nie zawracał mi głowy.

Rozejrzała się po podróżnych, którzy w tym czasie wysiedli z autobusu i stanęli obok. Jeżeli do tej pory jej krzyki było

18 19


Powoli ruszyli w stronę schodów, a ja radośnie wybiegłam

z budynku, jakbym miała kilkadziesiąt lat mniej. nareszcie

uwolniłam się od zazdrości, jakby wyparowała !

W tym czasie tych dwoje weszło do jego gabinetu i natychmiast po zamknięciu drzwi namiętnie się objęło.

— Rysiu, jesteś genialny — wyszeptała pomiędzy pocałunkami

piękna Alina. Rysiu skromnie skinął głową.

— Jestem spostrzegawczy, kochanie, tylko spostrzegawczy.

Droga do raju

Rodzinny interes prowadzony przez całą rodzinę zazwyczaj

działa bez zarzutu. nie inaczej to wyglądało w biurze podróży

DROGA DO RAJU, gdzie pracował jego założyciel, Ryszard

Dalimil z małżonką oraz ich syn Michał z małżonką i córką

Dianą.

Autokar z ogromnym kolorowym napisem BIURO PODRÓŻY DROGA DO RAJU ZAPRASZA DO RAJU zaczął hamować przed zbliżającą się stacją benzynową, skręcił w prawo i zjechał na bok, gdzie stała pulchna, niezadowolona, okołoczterdziestoletnia blondynka z dwoma walizkami. Drzwi autobusu się otwarły i jako pierwsza wyskoczyła młoda przewodniczka, szybko kierując się w stronę blondynki.

— Pani Sikorowa?

Kiedy naburmuszona dama przytaknęła, przewodniczkaprzywitała się z nią.

— Bardzo panią przepraszam za opóźnienie ! nazywam się Diana Dalimil, jestem przewodniczką. Zadzwoniłabym do pani, ale niestety nie dała nam pani swojego numeru telefonu !

— A z jakiej to racji miałabym wam dawać numer swojego

telefonu? nie mam w zwyczaju rozdawać swoich numerów Bóg

wie jakim biurom podróży. Które w dodatku są jeszcze niesolidne ! To szczyt bezczelności, kazać mi tutaj godzinę czekać !

W życiu już z wami nie pojadę !

Diana stała zakłopotana.

— Ależ proszę pani, czy nikt ze stacji nie przekazał pani informacji, że spóźnimy się o dwadzieścia minut? Dzwoniłam do nich i obiecali, że...

— Przyszedł do mnie jakiś natręt i zaczął coś bredzić, ale nawet na niego nie spojrzałam ! Widzi samotną kobietę i myśli sobie, że stoję tu po to, żeby sobie złowić jakiegoś gacha !Powiedziałam mu, żeby spadał i nie zawracał mi głowy.

Rozejrzała się po podróżnych, którzy w tym czasie wysiedli z autobusu i stanęli obok. Jeżeli do tej pory jej krzyki było

18 19


słychać na końcu stacji benzynowej, to teraz można je już było

słyszeć w całym niedalekim Brnie...

Co się tak gapicie? Cali Czesi ! Prymitywny naród gburów !

Grzaliście swoje tyłki w autobusie, kiedy ja tu godzinę marzłam !

Wczasowicze spojrzeli po sobie i jeden przez drugiego zaczęli

wyrzucać z siebie:

— Jaką godzinę?

— Co ty pleciesz kobieto?

— Mamy niecałe dwadzieścia minut spóźnienia !

— Tej nam tu jeszcze brakowało !

— Kobieto, wiesz co to jest autostrada? Trafiliśmy na wypadek !

Musieliśmy poczekać !

— Powinna pani siedzieć w domu i nigdzie nie jeździć.

Blondyna wykrzywiła usta w uśmiechu.

— Dlaczego miałabym nigdzie nie jeździć? Będę jeździć ! Ale

z tym biurem jadę po raz ostatni ! Po raz pierwszy i ostatni ! na

piszę skargę ! naślę na was kontrolę ! Czesi zawsze są zewszyst

kiego zadowoleni, ale ja sobie na to nie pozwolę ! Jeśli w taki

sposób chcecie traktować swoich klientów, to... Ech !

Rozejrzała się dookoła i podniosła głos: — Czy ktoś mi po

może z bagażem? ! Czy może mam go sobie sama ułożyć?

— Tutaj, proszę pani ! Otwarłem bagażnik już pół godziny

temu i czekam na panią ! — kierowca uśmiechnął się do blondyny

i wskazał kierunek. — Proszę.

— To niech mi go tam pan włoży ! na co pan czeka? —blon

dyna obrzuciła go piorunującym spojrzeniem i odwróciła się.

Stała przytupując nogą, „zabijając” wzrokiem wszystkich doo

koła. Diana schyliła się po jej walizki, ale kilku mężczyznpode

rwało się z pomocą.

— Przecież nie będzie pani się z tym męczyć !

Wsadzili bagaże i stanęli obok kierowcy, obserwujączdener

wowaną blondynę i cicho komentując jej zachowanie. Diana

jeszcze raz ją przeprosiła, ale dama zachowywała się jakekspe

dientka, która rozpakowała klientowi dwadzieścia koszul, a ten

nie kupił ani jednej.

— Już nigdy z wami nie pojadę ! I złożę skargę ! Możecie być

tego pewni ! Kazać mi czekać na mrozie !

Diana spuściła głowę, żeby nie było widać jej uśmiechu. Był

wprawdzie luty, ale pogoda była wiosenna.

— Mam nadzieję, że nic nieprzyjemnego już pani nie spotka —

powiedziała cicho, na co blondyna zaczęła terkotać.

— n a pewno coś się wydarzy ! Będzie pani przeklinać dzień,

w którym przekroczyłam próg waszego biura ! Jeszcze dam pani

popalić, zobaczy pani ! Może mi pani, z łaski swojej, pokazać,

gdzie mam sobie usiąść?

Diana wsiadła razem z nią do autobusu, pokazała jej miejsce

i wyszła na zewnątrz. Uśmiechała się do podróżnych,odpowia

dała na ich pytania, a kiedy niektórzy z nich żałowali, że jedzie

z nimi taka jędza, cicho brała ją w obronę.

— Może ma jakieś kłopoty. nikt z nas nie wie, od czego chce

sobie odpocząć. Zobaczycie, że wszystko będzie ok.

Ale nie było. Jeszcze zanim autobus ruszył, doszło donastęp

nej scysji. Podróżni powoli zaczęli wracać na swoje miejsca, do

blondynki wypadało się dosiąść czternastoletniemu chłopakowi.

Groźnie na niego spojrzała.

— Gdzie leziesz?

— Mam miejsce obok pani — bąknął chłopiec i przestraszony

spojrzał na rodziców, którzy wchodzili zaraz za nim.

Blondyna zerwała się z miejsca.

— O nie ! nie będę siedzieć obok smarkacza, który założyso

bie słuchawki na uszy z tym swoim łubu-dubu ! niech siądzie

obok mnie ktoś inny.

Ojciec chłopca uśmiechnął się.

— Czy ja mogę być?

— Facetów nie znoszę ! — wycedziła blondyna, na comężczy

zna zwrócił się do swojej małżonki:

— Kochanie, nie ma innej rady, musisz się poświęcić !

Wszyscy parsknęli śmiechem, blondyna znowu wstała.

— Z kobietą też nie chcę siedzieć ! nie mam ochoty na głupią

gadkę o dzieciach i gotowaniu !

20 21


słychać na końcu stacji benzynowej, to teraz można je już było

słyszeć w całym niedalekim Brnie...

Co się tak gapicie? Cali Czesi ! Prymitywny naród gburów !

Grzaliście swoje tyłki w autobusie, kiedy ja tu godzinę marzłam !

Wczasowicze spojrzeli po sobie i jeden przez drugiego zaczęli

wyrzucać z siebie:

— Jaką godzinę?

— Co ty pleciesz kobieto?

— Mamy niecałe dwadzieścia minut spóźnienia !

— Tej nam tu jeszcze brakowało !

— Kobieto, wiesz co to jest autostrada? Trafiliśmy na wypadek !

Musieliśmy poczekać !

— Powinna pani siedzieć w domu i nigdzie nie jeździć.

Blondyna wykrzywiła usta w uśmiechu.

— Dlaczego miałabym nigdzie nie jeździć? Będę jeździć ! Ale

z tym biurem jadę po raz ostatni ! Po raz pierwszy i ostatni ! na

piszę skargę ! naślę na was kontrolę ! Czesi zawsze są zewszyst

kiego zadowoleni, ale ja sobie na to nie pozwolę ! Jeśli w taki

sposób chcecie traktować swoich klientów, to... Ech !

Rozejrzała się dookoła i podniosła głos: — Czy ktoś mi po

może z bagażem? ! Czy może mam go sobie sama ułożyć?

— Tutaj, proszę pani ! Otwarłem bagażnik już pół godziny

temu i czekam na panią ! — kierowca uśmiechnął się do blondyny

i wskazał kierunek. — Proszę.

— To niech mi go tam pan włoży ! na co pan czeka? —blon

dyna obrzuciła go piorunującym spojrzeniem i odwróciła się.

Stała przytupując nogą, „zabijając” wzrokiem wszystkich doo

koła. Diana schyliła się po jej walizki, ale kilku mężczyznpode

rwało się z pomocą.

— Przecież nie będzie pani się z tym męczyć !

Wsadzili bagaże i stanęli obok kierowcy, obserwujączdener

wowaną blondynę i cicho komentując jej zachowanie. Diana

jeszcze raz ją przeprosiła, ale dama zachowywała się jakekspe

dientka, która rozpakowała klientowi dwadzieścia koszul, a ten

nie kupił ani jednej.

— Już nigdy z wami nie pojadę ! I złożę skargę ! Możecie być

tego pewni ! Kazać mi czekać na mrozie !

Diana spuściła głowę, żeby nie było widać jej uśmiechu. Był

wprawdzie luty, ale pogoda była wiosenna.

— Mam nadzieję, że nic nieprzyjemnego już pani nie spotka —

powiedziała cicho, na co blondyna zaczęła terkotać.

— n a pewno coś się wydarzy ! Będzie pani przeklinać dzień,

w którym przekroczyłam próg waszego biura ! Jeszcze dam pani

popalić, zobaczy pani ! Może mi pani, z łaski swojej, pokazać,

gdzie mam sobie usiąść?

Diana wsiadła razem z nią do autobusu, pokazała jej miejsce

i wyszła na zewnątrz. Uśmiechała się do podróżnych,odpowia

dała na ich pytania, a kiedy niektórzy z nich żałowali, że jedzie

z nimi taka jędza, cicho brała ją w obronę.

— Może ma jakieś kłopoty. nikt z nas nie wie, od czego chce

sobie odpocząć. Zobaczycie, że wszystko będzie ok.

Ale nie było. Jeszcze zanim autobus ruszył, doszło donastęp

nej scysji. Podróżni powoli zaczęli wracać na swoje miejsca, do

blondynki wypadało się dosiąść czternastoletniemu chłopakowi.

Groźnie na niego spojrzała.

— Gdzie leziesz?

— Mam miejsce obok pani — bąknął chłopiec i przestraszony

spojrzał na rodziców, którzy wchodzili zaraz za nim.

Blondyna zerwała się z miejsca.

— O nie ! nie będę siedzieć obok smarkacza, który założyso

bie słuchawki na uszy z tym swoim łubu-dubu ! niech siądzie

obok mnie ktoś inny.

Ojciec chłopca uśmiechnął się.

— Czy ja mogę być?

— Facetów nie znoszę ! — wycedziła blondyna, na comężczy

zna zwrócił się do swojej małżonki:

— Kochanie, nie ma innej rady, musisz się poświęcić !

Wszyscy parsknęli śmiechem, blondyna znowu wstała.

— Z kobietą też nie chcę siedzieć ! nie mam ochoty na głupią

gadkę o dzieciach i gotowaniu !

20 21


Jako ostatnia wsiadła do autobusu Diana, szybko zorientowała się o co chodzi i zawołała do chłopca: — Chodź, Przemek,

usiądź obok mnie ! nie będziemy przeszkadzać pani Sikorowej.

Rodzice Przemka usiedli na swoich miejscach, a Przemekzadowolony usiadł z przodu. Kiedy Diana sprawdzała, czywszystkie owieczki są na swoich miejscach, ciszę przerwał płaczliwy

głos blondyny.

— n o, tak sobie tego urlopu nie wyobrażałam ! Tak nie ! Żebym musiała siedzieć sama, jakbym była... jakbym była...trędowata ! Głos jej się załamał, wyciągnęła chusteczkę i głośno się

wysmarkała.

Diana chwilę na nią patrzyła i było widać, że się nad czymś

zastanawia. Potem uśmiechnęła się i dała znak kierowcy, żebyruszył, a kiedy wjechaliśmy na autostradę, skierowała się w stronę

blondyny.

— Wszystko w porządku?

— nie — odburknęła blondyna. A kiedy Diana z uśmiechem

wracała na swoje miejsce, wrzasnęła do niej: — I nie będzie ! nigdy nie zapomnisz o tym wyjeździe, moja droga !

Chociaż uczestnicy wyjazdu zaczęli sobie stroić żarty

z „Blondyny”, jak ją teraz nazywali, i było jasne, że nie traktują

jej poważnie, jej zachowanie przeszło ich najgorsze wyobrażenia. Zanim dojechali do węgierskiego uzdrowiska Zalakaros,

dowiedzieli się, że śmierdzą jak borsuki, są hałaśliwi jak małpy,

prymitywni jak żółwie, nienażarci jak świnie, bałaganią jakkanarki, a przede wszystkim są jak wszyscy Czesi: leniwi, bo kto

to widział jechać w lutym na wczasy, kiedy w cywilizowanych

krajach się pracuje...

Kierowcy też się dostało. W autobusie było albo za gorąco,

albo za zimno. Kiedy podeszła do niego po raz trzeci w ciągu

pół godziny, zatrzymał autokar i wyjął mikrofon.

— Szanowni państwo, byłbym rad, gdybyście uzgodnili swoje

stanowisko i powiedzieli mi, co mam zrobić. Wzmocnić czyobniżyć ogrzewanie? Muszę się skupić na prowadzeniu, pani nie

może mi ciągle przeszkadzać...

Podróżni zgodnie stwierdzili, że dobrze jest jak jest i niech

się nikim nie przejmuje, na co blondyna z oburzeniemoświadczyła, że nie jest nikim, że ma prawo do własnego zdania i nie

trzęsie portkami przed byle kierowcą, a jeżeli pozostali boją się

komunistów, to niech wiedzą, że ona nigdy się ich nie bała i tym

bardziej nie będzie się ich bać teraz ! narzekała bez przerwy, ale

nikt nie miał już ochoty z nią dyskutować i kiedy w końcu się

uspokoiła, nastała grobowa cisza, a podróżni zaczęli sięporozumiewać tylko spojrzeniami.

Kiedy autobus dojechał na miejsce, nastąpił dalszy ciągproblemów z blondyną, ale z tym musiała już sobie poradzić sama

Diana. Pozostali odebrali klucze z recepcji i udali się do swoich pokoi. nikt nie miał ochoty oglądać jej ani słuchać, i to do

końca urlopu ! Wprawdzie w zaciszu swoich pokoi teoretycznie

mogli się czuć od niej wolni, ale w rzeczywistości jej wrzaski na

recepcji docierały do nich jeszcze dobre pół godziny po tym, jak

zdążyli się już rozpakować i przymierzać do odpoczynku.

Diana przez cały czas cierpliwie stała na recepcji obok niej

i starała się wszystkie jej żądania rozwiązać z recepcjonistką.

A było ich niemało. Po pierwsze, nikt jej nie zmusi, żebymieszkała na trzecim piętrze, chce parter, nie odpowiada jej śniada



       
Knihkupectví Knihy.ABZ.cz - online prodej | ABZ Knihy, a.s.
ABZ knihy, a.s.
 
 
 

Knihy.ABZ.cz - knihkupectví online -  © 2004-2018 - ABZ ABZ knihy, a.s. TOPlist